×

Magia Fotografii

autorwpisu
Grzegorz Barczyk • luty 2018

Magia fotografii…

Ile to razy sięgaliśmy na półkę by zdjąć album ze zdjęciami z ostatnich wakacji, ile to razy „sprzeniewierzaliśmy” gotówkę przeznaczoną na karmę dla rybek – czy na inny niezbędny zakup – by wrócić do domu z albumem zdjęć ulubionego fotografa?

Magia fotografii…

Ogarnia chyba każdego, bez względu na wiek, płeć, pozycję społeczną…

Jak każda magia – i ta ma swoje poziomy wtajemniczenia. Te podstawowe – oddziaływają na każdego (nieomal), te wyższe, na bardziej zaawansowanych. Są i poziomy najwyższe, z ograniczonym dostępem.

Poziom podstawowy, najbardziej popularny, od niego wszystko się zaczyna… Każdy z nas lubi oglądać obrazki. Możliwość obejrzenia sytuacji – przy której nas nie było fizycznie, poznania miejsca, do którego nie mamy szans dotrzeć jest szalenie pociągająca. Wspomnienia rodzinne z wakacyjnych wyjazdów, reportaże z egzotycznych podróży, zamorskich wojen, uroczystości rodzinne i święta odbyte u krewnych zza oceanu. Magia fotografii pozwala nam – choć nie bezpośrednio i z reguły z pewnym opóźnieniem – uczestniczyć w tym wszystkim. Oczywiście – mamy XXI wiek; film, telewizja, transmisja na żywo, czy on-line, kamerki „live” pozwalają na – prawie to samo. Ale prawie jak wiadomo czyni różnicę. Bo na tym poziomie magii fotografii istotny jest jeszcze jeden aspekt – świadomość, że to co oglądamy na zdjęciu, oglądamy „czyimiś oczami”. To ktoś – często bliska nam osoba – zadecydowała by skierować obiektyw aparatu – w tym momencie w tym kierunku. Oglądając coś – czego nie widzimy „na żywo” podświadomie rejestrujemy również czyjeś procesy myślowe. Nieomal realizujemy powiedzenie: „ja na twoim miejscu…”

„Zarażeni” magią fotografii na poziomie podstawowym chcemy więcej. Niczym narkomani – choć może na tym etapie to raczej mniejsze lub nieco większe uzależnienie – a nie choroba. Teraz – to my chcemy pokazać innym to, czego zobaczyć nie mogli, czy wręcz nie zobaczą nigdy. Robimy zdjęcia, dokumentujemy nasze codzienne – i niecodzienne – działania. Zapisujemy na materiale światłoczułym nasze zachwyty, nasze zdziwienia, emocje, marzenia i fantazje, ale i monotonię codziennych zachowań, rodzinnych rytuałów. XXI wiek, ze swoją wirtualną rzeczywistością i Internetem umożliwił – nam, śmiertelnikom igrającym z potężną magią – kontakt nieomal natychmiastowy z całym Światem, nie tylko z najbliższymi, z rodziną. I to temu całemu Światu możemy pokazać to co sami zobaczyliśmy, co uznaliśmy za warte zapamiętania na dłużej. Każdy może popatrzeć na otaczający nas Świat „naszymi oczami”. Nie wiemy, czy zobaczy to samo co my, nie wiemy czy będzie czuł to samo co my oglądając obrazy wybrane przez nas do zapamiętania – ale mamy nadzieję, że przynajmniej zechce spróbować… Gdy – na koniec – uzyskamy choć szczątkową „informację zwrotną” – że „się podobało”, że ktoś patrząc na świat „naszymi oczami”, zobaczył i przeżył to co my – to „umarł w butach”. Lekka infekcja zmienia się w narastające uzależnienie…

Dlatego tak lubimy oglądać fotografie, dlatego tak lubimy fotografować i dlatego kochamy wręcz prezentować – mniej lub bardziej – publicznie nasze fotografie.

Działanie pod wpływem tej magii ma wiele etapów, składa się z wielu kroków. Dla przykładu – samo fotografowanie to przynajmniej kilka magicznych działań:
podjęcie decyzji o tym co chcemy sfotografować; dobór nastaw (albo uruchomienie aparatu i wybór trybu automatyki); wywołanie negatywu; tworzenie pozytywu (albo – „ściągnięcie” zdjęć z karty pamięci aparatu na dysk komputera) moment oglądania gotowej fotografii; przygotowanie do prezentacji (w dowolnej formie); prezentacja innym…

Nawet gdy „tylko” lubimy oglądać fotografie – to też:
wybieramy się na zakupy; odwiedzamy kilka księgarni, galerii; przeglądamy kolejne albumy; podejmujemy decyzję; po powrocie do domu oglądamy – sami lub w towarzystwie – najnowszy zakup; rozmawiamy o tym zakupie z podobnymi sobie wyznawcami magii fotografii;

To wszystko sprawia, że gdy choć raz przeżyje się te emocje – ciężko z nich zrezygnować.

Jest jeszcze jeden poziom magii fotografii.

Dzięki zdjęciom, czy to robionym przez nas, czy przez obcych, możemy poznawać świat nam współczesny – mniej lub bardziej. Ale… sięgając do zakurzonych albumów, czy odwiedzając muzea możemy, właśnie dzięki magii fotografii, zobaczyć świat, który już nie istnieje. Zmienił się, zniknął – już go nie ma. Co więcej – nie będzie go już nigdy. Został jedynie w pamięci – i na fotografii.

foto

foto

Zdjęcie datowane na lata 1910-1912 - na zdjęciu stacja kolejowa w miejscowości Brambach (obecnie Bad Brambach) w dolnej Saksonii. Najprawdopodobniej wykonane z okazji otwarcia drugiej linii torów na tej trasie.

Oglądając zdjęcie zrobione przez kuzyna Roberta podczas jego zeszłorocznych wakacji we Włoszech, albo nawet na zdjęcia w albumie World Press Photo 2015 – widzimy obrazy które rozumiemy bez słów, odczytujemy przekaz adresowany do osób żyjących w tym samym świecie – w którym żyli fotografujący. Gdy oglądamy zdjęcia archiwalne otwierają przed nami zupełnie inne światy.

Bo świat sprzed lat 50, 100, czy prawie150 – to był świat zupełnie różny i inny od naszego„świata”. Patrzymy na ten inny świat próbując go zrozumieć choć nie zawsze jest to łatwe, a czasem może być niemożliwe. Co więcej – praktycznie nigdy się nie przekonamy czy odebraliśmy ów inny świat właściwie. Nie zapytamy autora zdjęć co chciał przy ich pomocy przekazać sobie współczesnym, a tym bardziej czy chciał coś przekazać „w przyszłość”. Patrzymy na nieistniejący świat oczami zupełnie innych ludzi. Wychowanych inaczej, urodzonych nieomal na innej planecie. Nie wiedzieli o swoim współczesnym świecie nawet połowy tego co my wiemy o naszym. Niektórzy nie wiedzieli nawet jak na odbitce wygląda zielony las nad błękitnym stawem oświetlony czerwonymi promieniami zachodzącego Słońca… Czy czuli to samo co my – gdy naciskali spust migawki? Czy odczuwali to samo co my – oglądając zdjęcie zrobione przez wędrownego fotografa na weselu ich krewnych, które dotarło do nich po trzech latach od tegoż wesela?

Na tym najwyższym poziomie magii – dotykamy nieskończoności.

A potem zaczynamy się zastanawiać jak – i czy w ogóle – ktoś będzie oglądał nasze zdjęcia za lat 50, 100, 150… I czy zrozumie?