×

Historia jednego stereogramu

autorwpisu
BERNARD FIGURSKI • maj 2018
foto

[Lilacs] (Getty Museum) - The Getty; Lumiere Brothers; about 1898; All-Chroma autochrome; 7x6.7 cm 84.XP.463.11; J.Paul Getty Museum, Los Angeles, California...

Czasami nie wiadomo jak zacząć opowieść, jak przedstawić jakieś niezwykłe wydarzenie. Tak, z tym zawsze są trudności - szczególnie gdy dotyczą jakiejś wąskiej dziedziny wiedzy, czy specyficznej umiejętności. Tak jest tym razem, z tą jedynie różnicą, że w czasach w których opowieść się zaczyna ta wiedza i umiejętność traktowana była tak, jak dziś traktuje się loty w kosmos i fotografowanie wszechświata w wysokiej rozdzielczości. Ale do rzeczy.

Interesuję się fotografią mniej więcej od 1975 roku, czyli od czasu otrzymania pierwszego w życiu aparatu fotograficznego. I od razu zainteresowanie było głębokie, czyli do aparatu dołączyły podręczniki i prasa, wyposażenie ciemni. Były także wizyty w rzemieślniczych zakładach fotograficznych i rozmowy z wybitnymi fachowcami, jeszcze przedwojennymi. Wśród poszukiwań pierwocin naszej rodzimej fotografii trafiłem do kilku bibliotek. Najciekawsza okazała się biblioteka Zakładu dla Psychicznie i Umysłowo Chorych w Pruszkowie - Tworkach! Nomen Omen - fotografia potrafi być bardzo podobna do kilku chorób trapiących ludzkie umysły. Szpital o którym mowa został wybudowany w XIX wieku, na 54 hektarach i w 8 pawilonach zapewniał opiekę dla 20 chorych. Zakład ten był samowystarczalny, zarówno pod względem gospodarczym jak i kulturalnym. W obficie zaopatrzonej bibliotece znalazły się także czasopisma o tematyce popularno-naukowej, w tym czasopismo pt. "Światło". Dziś to czasopismo znajduje się w zbiorach i czytelni Biblioteki Narodowej. Pojedyncze egzemplarze ze zbiorów lwowskich dostępne są w zbiorach wrocławskich.

W numerze pierwszym z 1898r. ukazała się taka oto notatka:

foto
foto

Jak widać, i tu jest cały smak tej notatki, jest to jedno z pierwszych przedstawień fotografii kolorowej. Od razu w formie najdoskonalszej - stereoskopowej. Nie dziwi wcale poszukiwanie przez redaktora "ręki artysty" i podmalowywania pędzlem, ponieważ kolorowanie czarno białych fotografii było wtedy powszechne i w modzie. "Wirażowanie" wieloma kolorami, to było to, co nasuwało się samo przez się, mechanicznie wręcz. Notatka wymienia depozytariusza owego diapozytywu, niejakiego Pana Fedeckiego z Charkowa, właściciela zakładu fotograficznego. Nadmienia też, że metoda otrzymywania takich fotogramów jest jeszcze nieogłoszona, a właścicielami ewentualnego patentu będzie firma Lumiere. Opis stereogramu nie pozostawia złudzeń, że mamy przed sobą DOKŁADNIE TEN SAM EGZEMPLARZ, DOKŁADNIE Z OWEGO WARSZAWSKIEGO POKAZU!

Ciekawym jest, że Fedecki był prekursorem i nowatorem w swojej dziedzinie. Wykonywał kolorowe fotografie według własnego pomysłu, jako pierwszy w Rosji zorganizował pokaz kinematograficzny, fotografował carów i najwybitniejszych rosyjskich artystów. I właśnie on, dzięki kontaktom z firmą Braci Lumiere stał się depozytariuszem opisywanego diapozytywu - jeszcze przed ogłoszeniem metody Autochrome. Poza tym, jak bardzo nowatorski był Fedecki, niech mówi to, że wykonywał zdjęcia rentgenowskie "w sposób artystyczny". Niewiele można tu dodać! Fedecki zmarł w cztery lata po opisywanym w notatce pokazie. Tu historia przedpremierowego stereogramu się na moment urywa. Prawdopodobnym jest, że pokaz warszawski został zorganizowany w czasie podróży Fedeckiego do Paryża, gdzie zwrócił firmie Lumiere otrzymane do pokazów materiały - filmy i kolorowe diapozytywy.

Udało mi się ustalić, że diapozytyw ten wykonany został w serii pierwszej, oznaczonej jako "A" pod numerem 5. Autorem fotografii jest Louis Lumiere i prawdopodobnie została wykonana w maju 1896 roku. Jest więc piątą w ogóle udaną fotografią wykonaną metodą Autochromu! Być może wspólnie z autorem samego pomysłu - Louisem Ducos du Hauron'em? Trzeba tu zaznaczyć, że patent francuski dla metody Autochrome ogłoszono w 1903 roku, a amerykański w 1907!

I tu, można by rzec, urywa się jakby "polski" ślad tej fotografii. Ale czy na pewno? Była wszak dostępna w zestawach fabrycznych firmy Lumiere, w reklamowych pakietach. Objeżdżała pokazy i targi, aż w końcu trafiła na dłuższy moment do kufra archiwum. Odnajduje się dopiero po drugiej wojnie światowej, w Stanach Zjednoczonych, prawdopodobnie jako łup wojenny przywieziony z Niemiec, ponieważ duża część autochromów fabrycznych firmy Lumiere została wywieziona do laboratoriów fabryki Agfa, a właśnie te fabryki były bardzo dokładnie przeszukiwane przez wywiady gospodarcze amerykańskie i brytyjskie po zakończeniu działań wojennych.

I dzieje się rzecz niezwykła, ponieważ fotografia ta staje się własnością Samuela Jonesa Wagstaffa Jr, kolekcjonera dzieł sztuki z Nowego Jorku, który miał polskie (po matce Oldze Piórkowskiej) pochodzenie. I tutaj "polski ślad" zatacza koło i kończy się. Co ciekawe, Wagstaff wszystkie zgromadzone przez siebie fotografie, całość zbiorów, sprzedaje za pięć milionów dolarów J. Paul Getty Museum w Malibu - California, a za uzyskane w ten sposób środki funduje drugą pracownię i galerię swojemu przyjacielowi - Robertowi Mapplethorpe. Czyż można sobie wyobrazić lepsze zakończenie opowieści o notatce w starym polskim czasopiśmie fotograficznym?

Od Fedeckiego w Charkowie, do Roberta Mapplethorpe, kto by pomyślał?

W następnym artykule przedstawię metodę Pruszyńskiego, łącznie z fotografiami. W ten sposób pokażemy światu to czego nie widział od 120 lat. Zapraszam, choć to trochę o filmie a nie o fotografii...

Chciałem jeszcze dodać, że odpowiednio "zezując", można ów efekt stereo doskonale zobaczyć. Miłośnicy wydawnictw tzw. "magicznego oka" poradzą sobie bez problemu.

Opisywana w notatce metoda kolorowej fotografii nazywała się : proces Dansac - Chassegne, ogłoszona była w 1897 roku.

Oto notatka z Australii, dotycząca konkurencyjnej metody: "sposobu Chassegne'a". Z czasopisma "The Western Mail". Data publikacji notatki jest wyraźnie widoczna.

foto
foto