×

Aparaty z mocowaniem M42 - Część I „Zgniły Zachód”

autorwpisu
Patryk Burchard • kwiecień 2018

W poprzednim artykule przedstawiłem powody, dla których najrozsądniejszym rozwiązaniem dla poczatkującego fotografa analogowego byłby wybór jednego z systemów lustrzanek małoobrazkowych. Systemów jest wiele, jednak kierując się kilkoma kryteriami, takimi jak cena „wejścia w system”, koszty eksploatacji oraz dostępność wybrałem kilka, które sumiennie będę opisywał. Na pierwszy ogień – M42!

Chyba jednym z najpopularniejszych systemów analogowych lustrzanek małoobrazkowych dostępnych na naszym rodzimym rynku jest bez wątpienia M42. Spowodowane jest to między innymi tym, że w czasach „słusznie minionych”, w bloku wschodnim (do którego należeliśmy) produkowano w 99% lustrzanki z tym mocowaniem.

Samo mocowanie (bo nie nazwiemy go bagnetem) pierwszy raz pojawiło się w aparacie Contax S firmy Zeiss w 1949 i ostatnie aparaty z tym mocowaniem zjechały z taśm montażowych na początku XXI wieku. Sama nazwa odnosi się do średnicy gwintu, wynoszącej 42mm. Same aparaty, które w dzisiejszych czasach możemy nabyć drogą kupna – te z bloku „kapitalistycznego” i „socjalistycznego”.

„Zgniły Zachód”

Właściwie powinno być bardzo daleki wschód, bo większość aparatów z tym mocowaniem to były aparaty produkcji japońskiej. Generalnie tutaj jesteśmy ograniczeni do kilku marek – Pentax, Cosina, Chinon i Fuji. Rodzynkiem w tej rodzinie jest… Olympus FTL .Przyjrzyjmy się co możemy dostać i to za naprawdę przystępne pieniądze. Praktycznie wszystkie opisane przeze mnie poniżej aparaty jesteśmy w stanie dostać do 100 lub 200 zł w pełni sprawne, ewentualnie z uszczelkami do wymiany.

Pentax

Pentaxy z serii Spotmatic stanowią moją standardową odpowiedź na pytanie „jaki aparat polecacie na początek?”. Są proste jak budowa cepa, ale bardzo dobrze wykonane, całkiem ciche i oferują wszystko to, co powinien mieć analogowy SLR (no, może poza klinem na matówce).

Sama nazwa odnosi się do tego, że w początkowych założeniach aparat miał być wyposażony w pomiar punktowy, jednak okazało się, że na ówczesne czasy był on po prostu zbyt trudny w obsłudze dla fotografów (mowa tutaj o początku lat 60tych) i zdecydowano się na pomiar typu „centralnieważony”.

Jeśli chodzi o modele warte moim zdaniem uwagi, to tak naprawdę warto rozejrzeć się za trzema – Pentax Spotmatic, Pentax SP1000 i Pentax SPII (sporadycznie spotykane u nas pod brandem Honeywell Pentax).

foto

Pentax Spotmatic i SP1000

Pentax Spotmatic i SP1000 to aparaty z pierwszej serii (ten drugi, reklamowany jako bardziej budżetowy, nie posiada samowyzwalacza). Nie mają gorącej stopki (i stopki jako takiej w ogóle) oraz maksymalna czułość jaką można ustawić na światłomierz wynoszącą 1600 ISO. Zakres czasów to 1s1/1000s + B oraz synchronizację z lampą do 1/60s.

Pentax SPII (czyli następca Spotmatica) w przeciwieństwie do poprzednika posiada gorącą stopkę oraz zakres czułości do 3200 ISO. Poza tym pod względem funkcjonalnym niczym się nie różni.

Zapytacie czemu nie wspominam o Spotmaticu F, czy SP500 lub modelach z trybem preselekcji przesłony, a więc ES i ESII? No cóż, SP500 to jeszcze bardziej budżetowy brat SP1000 – cenowo obecnie bardzo podobny do teoretycznie droższych braci (a tak naprawdę to wszystkie Spotmatici mają podobną cenę), a jednak obcięty o jeden czas. Spotmatic F był pierwszym, który miał możliwość pomiaru światła przy całkowicie otwartej przesłonie, jednak do działania tego niezbędne są obiektywy z serii Takumar i to tylko te nowsze (posiadające specjalny „dzyndzel”) i niechętnie dogaduje się z obiektywami np. radzieckimi. Podobnie sprawa ma się w przypadku ES i ESII, które ponadto mają migawki sterowane elektronicznie.

Chinon

Jeśli chodzi o markę Chinon to tutaj również znajdziemy proste, ale solidne aparaty. W przeciwieństwie do Spotmaticów, te posiadają migawkę o przebiegu pionowym, wykonaną z metalu. Większość modeli ma przez to szybszy czas synchronizacji z lampą wynoszący 1/125s. Stosunkowo często można spotkać modele CX, CS i CII będące bardzo podobne do siebie. Aparaty te są wyraźnie cięższe i nieznacznie większe od Spotmaticów, ale stanowią dla nich ciekawą alternatywę, zwłaszcza, że bywają sporo tańsze.

foto

Chinon CX

Ciekawym modelem jest Chinon CE Memotron (dostępny u nas czasem pod nazwą Reuveflex AC1). Bardzo dobrze pomyślany aparat z trybem preselekcji przysłony, jednak naprawdę ciężki.

foto

Reuveflex AC1

Cosina

Tutaj warto przyjrzeć się modelom z serii Hi-Lite. Proste solidne, korpusy. Niektóre „podmodele” mają pokrętło czasów umieszczone na przedniej ściance aparatu.

foto

Cosina Hi-Lite

Fujica

Aparaty marki Fujica przez wielu uważane są „mercedesy” pośród SLR-ów z mocowaniem M42. Sam byłem kiedyś w posiadaniu Fujici ST605n (niestety zwróciłem ją bo rysowała film). Ciekawy, kompaktowy korpus o dość nietypowym zakresie czasów (od 1s do 1/750s) i metalową migawką o przebiegu pionowyn. Model ten (mając n w nazwie) posiadał w wizjerze drabinkę czasów, na której widać było, jaki aktualnie czas jest wybrany. Tutaj najciekawszym modelem jest Fujica ST801- czasy do 1/2000, pomiar przy otwartej przysłonie (kiedy używamy obiektywów Fujinon EBC). Niestety, tutaj problemem (podobnie jak w przypadku Spotmatica) jest kompatybilność z obiektywami innym firm (kłopoty z mocowaniem, upierdliwy pomiar możliwy jedynie przy przytrzymaniu przycisku podglądu głębi ostrości). Z tego powodu znacznie bardziej polecałbym model ST701 lub (jeśli nie przeszkadza nam dość nietypowy najszybszy czas) to ST605 lub ST605n.

foto

Fujica st701

Voigtlander Bessaflex TM

Aparat będący SLR-em z migawką o przebiegu pionowym (najszybszy 1/2000), w pełni mechaniczny z czasem synchronizacji 1/125s oraz pomiarem przy przymkniętej przysłonie. Produkowany od 2003 roku i obecnie już nieprodukowany. Ceny na rynku wtórny nie są zachęcające. Aparat dostać można praktycznie tylko w USA lub Japonii i kosztuje dobrze ponad 1000zł. Jest to jednak najświeższa lustrzanka z tym mocowaniem jaką można obecnie dostać.

foto

Voigtlander Bessaflex TM

Porst i Reuve

Właściwie ciężko rozpatrywać te marki jako marki producenckie, bo były to tak naprawdę firmy handlowe, których modele to rebrandowane produkty marek takich jak Chinon czy Cosina (choć zdarzały się i Praktici). Aparaty te można dostać w bardzo niskich cenach, jednak pojawiają się doniesienia, że kontrola jakości nie była tak surowa jak w przypadku produktów „oryginalnych”.

Kwestia baterii

Większość prezentowanych przeze mnie aparatów to konstrukcje wiekowe, pochodzące sprzed kilku „epok fotograficznych” i technologicznych. Część z nich działa na baterie o napięciu 1,35V (dawne baterie rtęciowe, nieprodukowane od lat z przyczyn ekologicznych) i włożenie baterii o napięciu 1,5V będzie powodowało przekłamie pomiaru światłomierza (chyba, że ustawimy czułość niższą, jeśli pamięć nie myli, o 0,5 działki).

W internecie dostępne są różnego rodzaju adaptery i przepisy na nie. Ja proponuję rozwiązanie, które stosuję od lat:

Jeśli aparat powinien mieć baterię typu PX400 (np. Spotmatici) polecam użyć baterii Rayovac 312 (i z kawałka np. cienkiego przewodu z izolacją zrobić o-ring centrujący).

Jeśli PX625, to postąpić jak powyżej, ale z baterią Rayovac 675.

Ufff, trochę tego jest. Następnym razem – konstrukcje bloku wschodniego i kilka obiektywów, za którymi się warto rozejrzeć.